piątek, 13 września 2013

Jak LOT próbuje popsuć mi ferie ...

W dzisiejszym poście dużo złości. W czerwcu zarezerwowałam lot na luty do Helsinek. Godziny lotów wybrałam tak, żeby nie podróżować samotnie nocą (między Krakowem i Warszawą). Niestety wkrótce jeden z lotów został odwołany i musiałam zmienić rezerwację na lot wieczorem. Trochę nerwów, ale zdarza się, jakoś to przełknęłam.

Niedawno w Internecie pojawiła się informacja o zawieszeniu niektórych lotów LOTu w okresie zimowym. Wśród nich są też Helsinki… Po pojawieniu się pierwszych informacji w Internecie sprawdziłam swoją rezerwację i wszystko było w porządku. Dziś niestety było już inaczej, oba loty odwołane. I informacja "Skontaktuj się z biurem telefonicznym, jeżeli chcesz zmienić lub anulować rezerwację". Ale ja nie chcę nic zmieniać ... chcę lecieć właśnie wtedy!


Co ciekawe, do tej pory, tak jak większość, bądź wszyscy inni klienci, nie otrzymałam ŻADNEJ informacji od linii lotniczych. Nie sprawdzając swojej rezerwacji nic bym na ten temat nie wiedziała. Skoro już od jakiegoś czasu takie informacje się pojawiają i są potwierdzone, to czy każdy klient, który zakupił bilet, nie powinien być poinformowany o tym bezpośrednio i to jak najszybciej? Nie! Bo po co?! Z tego co wyczytałam, zgodnie z przepisami, linie lotnicze mogłyby poinformować mnie w ostatniej chwili (do 14 dni przed lotem) i nie poniosą żadnych konsekwencji, a ja zostanę na lodzie.

W momencie wprowadzenia taryfy First Minute byłam w szoku, oczywiście pozytywnym, że za niecałe 200zł uda mi się polecieć do Helsinek. Taka wspaniała oferta! I co? Chyba ktoś się pomylił w obliczeniach, nie wszystkie trasy okazały się opłacalne, więc trzeba było loty zlikwidować! A że klientom to nie po drodze… nieistotne! Wielu zarezerwowało już noclegi. Ja mam zarezerwowany kolejny lot w czasie zaplanowanego tam pobytu. Tylko jak się tam teraz dostanę? Może Finnair za cenę trzykrotnie większą? Albo Wizzair, fakt jest tanio, ale najpierw muszę dostać się z Krakowa do Gdańska (prawie 600km), a później z Turku do Helsinek (niecałe 200km), do zrobienia … ale zimą średnio fajnie.

Gratuluję naszym rodzimym liniom lotniczym przemyślanych decyzji, szybkiej reakcji i szacunku do klienta!

Czekam na ruch LOTu i z pewnością niesamowicie atrakcyjną propozycję nie do odrzucenia, typu zwrot pieniędzy, za które nigdzie nie uda mi się kupić biletu na taką trasę.

Jest jedna dobra strona tego wszystkiego. Skoro loty do Helsinek zostały tak zdziesiątkowane to pewnie nieprędko skorzystam z usług LOTu. 

wtorek, 16 kwietnia 2013

O tym, jak nie traktować klientów


Zamawiam spodnie w sklepie internetowym. Po krótkim czasie zmieniam zdanie, już ich nie chcę. Jestem czymś zajęta, więc nie mam chwili, by poinformować sklep o zmianie decyzji. Szybko dostaję maila z pytaniem czy wpłata będzie dokonana. Przepraszam i informuję, że muszę zrezygnować z zamówienia. Po chwili dostaję odpowiedź: mam następnym razem nie zamawiać, jeśli nie jestem zdecydowana (sklep odbiera mi prawo do zmiany decyzji!). Odpisuję grzecznie, że „w dobrej wierze polecam w trochę ładniejszy sposób odpisywać klientom, aby nie poczuli się urażeni”. W odpowiedzi dostaję maila o tym, że nie doczytałam regulaminu, bo gdybym to zrobiła to bym się inaczej zachowała oraz, że tak mi ciężko jest napisać maila (nie cytuję wiadomości, ale zapewniam, że składnia leżała i kwiczała, w środku zdania postawiona kropka i rozpoczęte nowe zdanie, totalny chaos!). Regulamin przeczytałam, dlatego też zdawałam sobie sprawę z tego, że powinnam napisać, ale nie zdążyłam. Informuję o tym w mailu. Dodaję również: „Radzę też popracować nad gramatyką i stylem zdań, bo nie budzi zaufania”. W wiadomości zwrotnej dowiaduję się, że może u mnie nie budzi, a także, że należy szanować pracę innych. Odpisuję „I przede wszystkim szanować klienta, prowadząc jakąkolwiek działalność. Radzę wziąć sobie do serca powiedzenie klient nasz pan". Odpowiedzi nie otrzymuję. Zgaduję, że moje „złote rady” nie zostaną wzięte pod uwagę przez osobę, z którą mailowałam.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Spotkanie z blogerką - Kasią Gorol


Co jakiś czas śledzę blogi modowe. Od dłuższego czasu jestem wierna przede wszystkim blogowi jestemkasia.com, dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy znalazłam informację o wydarzeniu Mentorzy eBiznesu, w ramach którego, zaplanowano prelekcję autorki właśnie tego bloga.

Kiedy początkowo zaglądałam na bloga Kasi interesowały mnie przede wszystkim Jej stylizacje. Według mnie są wyjątkowe i niepowtarzalne, bardzo podoba mi się taki styl, choć oczywiście nie wszystkie prezentowane przez Nią outfity (użyłam tego słowa, żeby nie powtórzyć słowa „stylizacja”) mi odpowiadają. Jednak nie da się ukryć, że większość jest dla mnie inspiracją i nieraz wpadam wręcz w zachwyt widząc Jej zdjęcia.

Styl Kasi nie był jednak jedynym powodem, który przyczynił się do tego, że zaglądam regularnie na prowadzonego przez Nią bloga. Moją uwagę przykuła także Jej osobowość. Część blogerek, moim zdaniem, emanuje zbytnią pewnością siebie. Kasia jest w swej skromności urzekająca, o czy mogłam się również przekonać w trakcie Jej wykładu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Nie zawiodłam się ani trochę. Obraz Jej osoby stworzony w mojej głowie doskonale zgadzał się z tym, co zobaczyłam w trakcie piątkowej prelekcji. Jej zdenerwowanie w trakcie występu jeszcze bardziej mnie urzekło. Skromna, sympatyczna dziewczyna, która osiągnęła sukces, dzięki talentowi oraz pracy.

Kasia podczas wykładu mówiła o tym, że prowadzenie bloga wymaga dużego nakładu pracy, zwłaszcza, kiedy jest to sposób na życie. Kasia zarabia na blogu ,więc musi (i chce!) się starać i wkładać dużo wysiłku w tworzenie postów, tak, aby efekt był zadowalający, zarówno dla Niej, jak i dla odbiorców. Ostateczny rezultat nie odzwierciedla ilości włożonej w to pracy.


W trakcie prelekcji Kasia pokazała również, że ma do siebie duży dystans. Na początku prezentacji przedstawiła swoje pierwsze zdjęcia, które pojawiły się na blogu. Nie były to profesjonalne fotografie, ani nadzwyczaj ciekawe stylizacje, ale przecież każdy od czegoś zaczyna. Kasia odważnie przyznała się do tego, że jeszcze niedawno wygląd bloga pozostawiał wiele do życzenia. Momentem przełomowym była zmiana aparatu fotograficznego, o który uprosiła swojego tatę. Co ciekawe, tata Kasi nie był zbyt chętny do zakupu nowego sprzętu, ale po namowach w końcu uległ. Nikt wtedy nie zdawał sobie sprawy, że zmiana aparatu może tak wiele zmienić w życiu Kasi. Dziś blogerka wraz z rodziną często wspomina tę chwilę. Swoją drogą, ciekawe ile talentów się zmarnowało tylko dlatego, że rodzice nie kupili swoim dzieciom czegoś, o co prosiły ;))

Po prelekcji uczestnicy mieli okazje zadawać pytania. Jedno było wyjątkowo ciekawe, a właściwie to odpowiedź Kasi zaskoczyła wszystkich. Jeden z gości zapytał, jaką najbardziej zaskakującą propozycję współpracy otrzymała Kasia w trakcie swojej blogerskiej kariery. Okazało się, że zgłosiła się do Niej firma oferująca farby do … fryzur intymnych. Pytanie tylko, jak zareklamować taką farbę na blogu, bo chyba nie zdjęciem? Oczywiście Kasia odrzuciła propozycję.

Zagadnienie dotyczące współpracy z firmami było tematem wiodącym prezentacji. Kasia opowiedziała, na co zwraca szczególną uwagę przy podejmowaniu decyzji o podjęciu takiej współpracy. Tu również zaplusowała w moich oczach. Blogerka nie decyduje się na promowanie każdej firmy, która zaproponuje Jej wynagrodzenie. Na decyzję wpływa przede wszystkim to, czy produkty danej firmy bądź jej strategia jest związana z modą czy szeroko pojętą stylizacją. Kasia odrzuca więc propozycje, które nie łączą się z tematyką Jej bloga, mimo że mogłyby być opłacalne finansowo. To świadczy o tym, że Kasia bardzo szanuje swoją pracę oraz talent, co może zostać w przyszłości szczególnie docenione przez wiele firm.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Moja pierwsza mapa myśli


Nieuchronnie zbliża się czas, kiedy będę musiała porządnie zastanowić się, jak będzie wyglądać moja praca magisterska. Pierwsze kroki zostały już poczynione. Wiem, mniej więcej, jakiego tematu będzie dotyczyć, ale na tym koniec. Muszę zastanowić się, co chcę zawrzeć w mojej pracy, tak aby wyczerpać temat i nie pominąć nic istotnego. Zdecydowałam się, że do stworzenia planu wykorzystam mapę myśli.

A co to takiego?
Mapa myśli to kreatywny sposób tworzenia notatek. Jest dużo bardziej przyjazny dla mózgu, ponieważ stymuluje obie półkule, dzięki wykorzystaniu napisów, obrazków, kolorów itp.
Mapy myśli można wykorzystać w wielu sytuacjach. Mogą one pomóc w nauce, planowaniu zadań, przygotowaniu wystąpienia, czy właśnie w tworzeniu artykułu bądź dłuższego tekstu.

Jak stworzyć mapę?
  • Najpierw należy przygotować czystą kartkę papieru (format minimum a4), długopis, kolorowe mazaki lub kredki.
  • Następnie na środku kartki musi znaleźć się temat przewodni (u mnie będzie to temat pracy), oczywiście powinno zawrzeć się go w jednym lub maksymalnie kilku słowach, które będą zawierać w sobie główną ideę.
  • Od tematu głównego będą odchodzić gałęzie z uszczegółowieniem tematu, które w moim przypadku będą podtematami, a być może później część z nich stanie się nazwami rozdziałów i podrozdziałów.
  • Od kolejnych gałęzi mogą odchodzić kolejne gałęzie, wszystko zależy od tego, co podpowie nam wyobraźnia. Im bardziej rozrośnie się drzewo naszych myśli, tym lepiej!
  • Wszystkie elementy mapy myśli należy połączyć liniami, tak aby widzieć wyraźne powiązania między nimi.
  • Poszczególne tematy i podtematy powinny być zaznaczone różnymi kolorami, można obrysować je chmurkami, podkreślić, namalować obok nich obrazki itp. Im więcej obrazków, kolorów, podkreśleń tym szybciej i więcej informacji przyswoi nasz mózg!

Na potrzeby posta postanowiłam stworzyć swoją pierwszą mapę myśli. Posłużyły mi do tego … notatki z ostatnich ćwiczeń z makroekonomii. Bliżej sesji zobaczymy, czy moja mapa przyda się przy nauce do kolokwium ;) Efekt możecie zobaczyć poniżej.


Tworzenie map myśli wymaga trochę wprawy. Mam nadzieję, że moje kolejne mapy będą ciekawsze i bardziej urozmaicone. Muszę koniecznie zorganizować sobie kredki i mazaki, bo dziś miałam bardzo ograniczone pole manewru, korzystając z długopisów, ołówka i dwóch zakreślaczy. I proszę Was o wyrozumiałość, moje rysunki pozostawiają wiele do życzenia, ponieważ cały talent malarski odziedziczył mój brat … ja mam za to kilka innych cennych umiejętności ;)

Robiliście kiedyś mapę myśli, a może spróbujecie po przeczytaniu tego posta? Chętnie zobaczę jak wyglądają Wasze mapy!

niedziela, 3 lutego 2013

Zatracona w Pintereście!


Przez ostatnie kilka dni zostałam całkowicie pochłonięta przez stronę Pinterest. Siedzę, przeglądam, przepinam fotki, jaram się pomysłami ludzi, zazdroszczę wystroju mieszkań itd. To chyba jedyny taki serwis społecznościowy, na którym każdy znajdzie coś dla siebie. Dziewczyny chętnie poprzeglądają modowe stylizacje czy pomysły na proste i ciekawe fryzury lub makijaż. Pasjonaci fotografii obejrzą niesamowite zdjęcia. Osoby lubiące przyrządzać coraz to nowe potrawy znajdą mnóstwo pysznych przepisów. Można tak wymieniać bez końca. Mnie jednak najbardziej podoba się kategoria DIY (do it yourself). Mnóstwo pomysłów na wykonanie przeróżnych pierdółek, które niekoniecznie wymagają poświęcenia dużej ilości czasu czy pieniędzy, choć niewątpliwie przyda się odrobinę cierpliwości.



Według mnie, na tym portalu nie można się nudzić, a czas nie jest stracony, jak w przypadku bezmyślnego wpatrywania się w Fejsa. Pinterest to doskonałe źródło inspiracji. Czasem nie mogę się nadziwić, że ludzie mają takie genialne pomysły.

Niestety, w Polsce Pinterest nie jest jeszcze dostatecznie znany. Wiele osób tam zagląda, ale stanowczo za mało firm korzysta z możliwości promocji, jakie daje ten serwis internetowy. Szczególnie duże pole do popisu mają tam firmy odzieżowe czy branża turystyczna.

Osoby, które do tej pory nie miały okazji zajrzeć na stronę Pinterest.com serdecznie do tego zachęcam!
Na początek możecie zajrzeć do mnie, choć dopiero się rozkręcam ;) http://pinterest.com/orzechowkaa/

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Wesołych Świąt!


Mówi się, że jaka Wigilia, taki cały rok. Warto więc postarać się, aby dzień ten spędzić w miłej atmosferze. Nie jest to proste, zwłaszcza podczas gorączkowych przygotowań do wigilijnej kolacji. Mimo to, że jest to tylko oklepane powiedzenie, to nie zaszkodzi zrobić wszystkiego, co w naszej mocy, aby nie pokłócić się z bliskimi i sprawić, aby ten świąteczny dzień był wyjątkowy.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym życzyć wszystkim moim bliskim, przyjaciołom, znajomym, czytelnikom, dużo zdrowia, radości, miłości, jak najmniej zmartwień oraz spełnienia marzeń. Mam nadzieję, że spędzicie święta w rodzinnej atmosferze, a Sylwestra na wspaniałej zabawie.
Życzę Wam też powodzenia w wypełnianiu noworocznych postanowień. Ja postaram się w przyszłym roku częściej pisać na blogu ;)

Wesołych Świąt!

sobota, 27 października 2012

Konferencja "Like us, TOO!! Obecność firm w social media: prowadzone działania i ich konsekwencje"


Parę dni temu miałam okazję uczestniczyć w konferencji "Like us, TOO!! Obecność firm w social media: prowadzone działania i ich konsekwencje", która odbyła się na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Wybrałam się tam ze względu na zainteresowanie tematem. Do tej pory brałam udział w konferencjach, których temat mnie kompletnie nie interesował, ale można było dzięki temu legalnie uniknąć uczestnictwa w obowiązkowych zajęciach na uczelni. Tym razem było inaczej. Pierwszy raz wybrałam się na takie spotkanie zupełnie z własnej woli (mimo, że trzeba było wstać o 10 rano, choć zajęcia miałam na 16!) i nie zawiodłam się. Poszłam na konferencję z myślą, że nie uda mi się wysiedzieć do końca i priorytetem okaże się jednak powrót do mieszkania w celu zjedzenia obiadu. Ale jednak zostałam do końca, bo było naprawdę ciekawie.

Na konferencji wystąpiło kilka osób. Każda z nich podejmowała inny temat, związany z social media. Nie da się ukryć, że „gwiazdą wieczoru” (za dnia!) był Łukasz Jakóbiak. To młody facet prowadzący na YouTubie talk show, podczas którego przeprowadza wywiady ze znanymi osobami. Program nagrywany jest w jego kawalerce (naprawdę tam mieszka), stąd też nazwa „20m² Łukasza”(http://www.youtube.com/user/20m2Lukasza). Przyznam szczerze, że dopiero po uczestnictwie w konferencji dowiedziałam się, kim jest Łukasz i czym się zajmuje. Nie ma to jednak znaczenia. Istotne jest to, jak bardzo zaciekawiła mnie jego historia. Łukasz szukał pracy, wiec postanowił wywiesić przed jedną z firm swoje ogromne CV, co poskutkowało setkami telefonów od potencjalnych pracodawców (nawet z Tesco!). Później wpadł na pomysł stworzenia swojego programu telewizyjnego, bo jak podkreślał, zawsze ciągnęło go do telewizji. Wymyślił swój program. Znalazł numer telefonu do Jacykowa i po prostu zadzwonił. Znany stylista bez problemu zgodził się na nagranie. A więc pierwsze koty za płoty! Później Łukasz spotkał przypadkiem Izę Kunę, którą uprosił o spotkanie. Tu również nie było problemu. I tak zaczęła się jego kariera. Dziś niektóre gwiazdy same wychodzą z propozycją nagrania z nimi wywiadu. To wszystko pozuje, że oklepane powiedzenia „chcieć to móc” naprawdę mają sens. Wystarczy wierzyć w swoje marzenia i je realizować. Samo nic nie przyjdzie! Ale jeśli postaramy się, nie będziemy się zniechęcać, to możemy naprawdę wiele osiągnąć. Łukasz jest tego doskonałym przykładem. Jestem pewna, że takich przykładów jest znacznie więcej. Ale przyznam, że słuchając jego historii „na żywo” tym bardziej w to uwierzyłam i bardzo chciałabym mieć tyle odwagi i wytrwałości, aby dążyć do celu.

Duże wrażenie zrobił na mnie również Michał Sadowski z Brand24 (pewnie wiele osób kojarzy teledysk pt. ”Internety robię”: http://www.youtube.com/watch?v=TS_r4Xv7N_8). Tak naprawdę to nie tematyka jego wykładu mnie najbardziej zainteresowała. Odebrałam go jako ciepłego, dobrego człowieka. A to w ludziach cenię najbardziej i właśnie tym strasznie mi zaimponował.

Co do chłopaków z „Lekko Stronniczy” bez wątpienia zakochałam się w ich luźnym podejściu do wszystkiego. Kompletnie rozbroiła mnie ich prezentacja, która nie zawierała żadnych obrazków, zdjęć, wykresów itd ., jak było to w przypadku prezentacji ich poprzedników. Składała się z pojedynczych zdań na slajdach bez żadnych urozmaiceń. To się nazywa oryginalność!

poniedziałek, 15 października 2012

Cóż to były za emocje!


Przyznam szczerze, że w ostatnim czasie w ogóle nie interesowałam się tym, co dzieje się na świecie. Ograniczałam się jedynie to przejrzenia „rozrywkowych” informacji na WP, które nierzadko mijają się z prawdą lub poruszają niekoniecznie najważniejsze tematy. Facebook nie dał mi jednak zapomnieć o tak ważnym wydarzeniu, jak wczorajszy skok ze stratosfery.

Włączyłam TVN24, bo nie wypadało tego nie zobaczyć, jednak nie szczególnie mnie to interesowało. Szybko jednak zmieniłam zdanie. Wystarczyło kilka sekund, podczas których Felix zbyt długo nie odpowiadał na pytanie Kittingera, abym poczuła, że serce staje mi w gardle. Nie sądziłam, że to wydarzenie dostarczy mi tyle emocji. Byłam bardziej przerażona, niż zaciekawiona finałem całej sytuacji. Moment kiedy Felix był już gotowy do skoku był dla mnie tak stresujący, jakbym sama była na jego miejscu. Zaciśnięte gardło, niepokój w żołądku. Nie rozumiałam wręcz swoich reakcji, nie sądziłam, że mogę tak bardzo wczuć się w czyjąś sytuację, aby aż tak ją przeżywać. Ale dzięki temu, wiem jedno. Nigdy w życiu nie zdecydowałabym się na tak odważny krok.

Podziwiam odwagę skoczka i myślę, że kiedy znowu w telewizji pojawi się relacja z podobnego wydarzenia, będę ją śledzić z zapartym tchem.

poniedziałek, 24 września 2012

To już nie nasze miejscówki


Wszyscy powoli się starzejemy. Nawet nie tak powoli. Ciągle mam wrażenie, że rok trwa dziś krócej niż jakiś czas temu, chociaż nadal ma tyle samo dni.

Szczególnie wyraźnie widzę szybko biegnący czas, kiedy pojawiam się w mieście, gdzie się urodziłam. Kiedyś spacerując tam po ulicach, zwłaszcza po południu lub w okresie wakacyjnym, można było natknąć się na dziesiątki znajomych. Zawsze można było zamienić z kimś parę zdań lub dołączyć do grupki osób i spędzić z nimi wieczór.

Minęło parę lat, część osób założyło już rodziny, inni wyjechali za granicę, a pozostali po prostu spędzają większość czasu w domu. Szlajanie się po ulicach przestało być już ulubioną rozrywką znacznej części mojego pokolenia.

Spacerując ulicami widzę wielu młodych ludzi, których kompletnie nie kojarzę. Nie wiem ile mają lat. Piętnaście? Może szesnaście? Przez chwilę wydaje mi się, że są niewiele ode mnie młodsi, ale po chwili uświadamiam sobie ile mam lat (kiedy ktoś mnie o to pyta, z reguły muszę się zastanowić). Kiedy ja kończyłam podstawówkę, oni, być może, dopiero ją zaczynali. Te dzieciaki dzisiaj przejmują nasze miejscówki, na których przesiadywaliśmy godzinami, piliśmy piwo i paliliśmy fajki. Dzisiaj one robią dokładnie to, co my parę lat temu. 

Nie mogę uwierzyć w to, że te miejscówki to już nie jest miejsce dla nas. My teraz myślimy o życiu, przyszłości, a nie o tym, żeby dzień w dzień przesiadywać na krawężniku. Zwyczajnie z tego wyrośliśmy. Był na to czas, który już nie wróci.

niedziela, 9 września 2012

Nie daj się oszukać


Profile typu „Pierwsze 5000 osób zgarnia …” mnożą się na potęgę, a wraz z nimi osoby, które uparcie wierzą, że dostaną coś za darmo. A wystarczy przecież tylko przez chwilę się zastanowić, przejrzeć daną stronę, aby upewnić się, że to zwykłe oszustwo. Najprostszy i najtańszy chwyt marketingowy, umożliwiający późniejsze sprzedanie profilu jakiejś firmie, która dzięki temu ma na starcie już kilka tysięcy „lajków”. Nie warto się na to nabierać. Która firma zdecyduje się na rozdanie kilku tysięcy gadżetów za darmo? Znane firmy organizują na swoich profilach konkursy, ale nie nagradzają tak dużej liczby osób.

Kiedy zaczynałam swoją przygodę z Facebookiem pewnie sama się na coś takiego nabrałam, ale teraz jest to tak powszechne, że trochę wstyd w to wierzyć. Chyba jednak chęć posiadania u niektórych zwycięża w walce ze zdrowym rozsądkiem.

Jeśli rzeczywiście chcemy dostać coś za darmo, to szukajmy takich możliwości na oficjalnych profilach znanych firm czy producentów, prowadzonych od dawna i na bieżąco aktualizowanych.

Nie bądźmy łatwym łupem dla cwaniaków.